Karmienie piersią nie jest łatwe [moja historia] - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
Karmienie piersią nie jest łatwe [moja historia]

Planer na Dobry Rok

Karmienie piersią nie jest łatwe [moja historia]

Karmienie piersią to naturalny sposób żywienia noworodka. Tak mówi nauka, ale w rzeczywistości nie jest to proste, zwłaszcza jeśli wokół mamy wielu doradców, którzy na temat laktacji niekoniecznie powinni zabierać głos. Jak wyglądała moja mleczna droga? Kiedy nachodziły mnie chwile zwątpienia? I dlaczego odważyłam się podzielić się swoją historią? Przeczytajcie. 

Karmienie piersią noworodka: czy natura mogła się pomylić?

Kiedy byłam w ciąży z pierwszym synem, wiedziałam, że chcę karmić piersią. Poradniki, które tak chętnie czytałam, zachwalały ten sposób żywienia. Miało być prosto, instynktownie i bezproblemowo. Ale już w pierwszej dobie po porodzie poczułam się oszukana przez naturę.

Syn urodził się przedwcześnie. Cesarskie cięcie na szybko. Wszystko działo się przy szerokim wachlarzu emocji. Łzy przerażenia mieszały się z łzami szczęścia. Niepokój z radością. Kiedy położna położyła mi synka na piersi, ten zaczął ochoczo ssać. To miał być dobry znak. Po kilku godzinach jednak piersi były tak nabrzmiałe, że karmienie noworodka było szalenie trudne. Do tego ból potęgowany dolegliwościami połogowymi.

Wsparcie położnych? Mogłam o tym zapomnieć. Za to ochoczo przyniesiono mi buteleczkę z mlekiem modyfikowanym, bo „po co się męczyć” i „musi pani odpocząć”. O doradczyni laktacyjnej, która była zatrudniona na oddziale, dowiedziałam się przypadkiem od koleżanki z sali. Udało mi się z nią skontaktować. Pomogła mi nie tylko ucząc techniki karmienia, ale i wspierając słowem. Bardzo tego potrzebowałam, by uwierzyć, że jestem w stanie wykarmić swoje dziecko.

Przeczytaj więcej na temat zalet karmienia piersią. 

Po powrocie ze szpitala miało być już tylko lepiej. Ale synek płakał, a ja nie zawsze wiedziałam dlaczego. Byłam zmęczona, sfrustrowana. Położna środowiskowa przyszła do mnie dwa razy (!), i za każdym razem przekonywała mnie, że… nie mam pokarmu. Kiedy zgodnie z jej sugestią ściągnęłam pokarm laktatorem, ledwo uzbierałam 10 ml. To miało tylko potwierdzić jej słowa: „Kupcie mieszankę, bo zagłodzicie dziecko!”.

 

karmienie piersią problemy
Karmienie piersią nie zawsze jest proste.

Mama karmiąca bez wiary

Wtedy jednak przypomniałam sobie o doradczyni laktacyjnej ze szpitala, która z całą stanowczością przekonywała mnie, że dam radę. Kiedy udało się nam umówić na wizytę, okazało się, że synek przybiera odpowiednio, ja mam piersi pełne mleka, a ściąganie go laktatorem to żaden wymiernik tego, czy mam pokarm. Z gabinetu wyszłam z uśmiechem i wiarą, że dam radę.

To właśnie wtedy karmienie piersią stało się dla mnie proste. Naturalne. Instynktowne. Zaczęłam widzieć same jego plusy: szybkość podania pokarmu, spokój dziecka, zaoszczędzone pieniądze i – przede wszystkim – inwestycję w jego zdrowie.

Kilka razy szukałam sposobów na to, jak zakończyć karmienie piersią. Pytałam inne mamy, jak odstawić dziecko od piersi, ale zwlekałam z wdrożeniem ich w życie. Ostatecznie syn sam zrezygnował z mojego mleka. Miał 2,5 roku.

Czy długie karmienie piersią to patologia? Co na ten temat mówi nauka? Przeczytaj!

Mleko mamy leczy?

Kiedy więc blisko trzy lata temu urodziłam drugiego syna, wydawało mi się, że świetnie sobie poradzę. Dostałam jednak pstryczka w nos, choć problemy były nieco inne niż w przypadku pierwszego syna.

Kolejny raz urodziłam wcześniaka, tym razem jednak siłami natury. Udany vbac dał mi wiele siły, której, jak się okazało, miałam tak bardzo potrzebować w kolejnych dniach.

Kilka godzin po porodzie neonatolog przyszła z informacją, że w pobranej od synka krwi rośnie bakteria, a jego CRP jest bardzo wysokie (powyżej 100 mg/l). Zdecydowała o podaniu dwóch antybiotyków. Do dziś pamiętam jej słowa: „Na tę chwilę możecie być razem po to, by mogła mu pani dać trzeci, i w mojej opinii najważniejszy, antybiotyk – siarę” [kliknij, by przeczytać więcej o fenomenalnym składzie mleka mamy].

Dostałam osobną salę, gdzie tuliłam moją kruszynkę niemal przez całą dobę. Synek nie chciał ssać, ale doradczyni laktacyjna (ta sama, która doradzała mi przy pierwszym synku), pomagała mi zbierać krople mleka z piersi i podawać je synkowi z kieliszka. Po dwóch dobach mój dzielny chłopczyk pięknie ssał, po pięciu – byliśmy już w domu z książkowymi wynikami badania krwi.

Zobacz także
kontakt skóra do skóry

Kiedy młodszy syn miał cztery miesiące, pandemia zamknęła nas w domu. Nie mogłam iść na wizytę do doradczyni laktacyjnej, nie było możliwości spotkania się z pediatrą. Myślałam wtedy o tych wszystkich młodych mamach, które zostały same ze swoimi kłopotami z karmieniem. Czy miały wsparcie? Kto im pomagał? I czy uwierzyły w to, że dadzą radę?

Karmienie piersią, choć naturalne, nie jest proste. To wyboista droga, przez którą idzie się nie tylko z radością, ale i troską. Rodzi się tak wiele pytań, jest tak wiele wątpliwości. Ale z czasem pojawia się też duma i wiara we własne siły.

długi karmienie piersią
W przypadku problemów z karmieniem piersią warto zgłosić się do doradcy laktacyjnego.

Mity na temat karmienia piersią

Dziś, kiedy dostęp do informacji jest tak prosty, paradoksalnie trudniej jest uwierzyć, że każda z nas może karmić piersią, bo tak zostałyśmy stworzone. Niekiedy nawet od lekarzy, budzących w nas autorytet, usłyszymy, że po roku mleko matki to sama woda. Ufamy w słowa mam i babć, które przekonują nas, że musimy być na specjalnej diecie. Czujemy się winne, pijąc kawę i jedząc bigos przy świątecznym stole. Unikamy wizyt u lekarza, bo w gabinecie najpewniej i tak usłyszymy, że zanim zaczniemy przyjmować leki, trzeba odstawić dziecko od piersi.

Nasi przodkowie nie mieli takich dylematów. Od czasu, gdy w 1860 r. fabrykę opuściła pierwsza przemysłowa mieszanka mleczna, karmienie piersią spadło z piedestału. Podanie mleka modyfikowanego miało być prostsze, wygodniejsze i… zdrowsze dla dziecka. Dziś jednak nauka oddaje mleku matki zasłużony honor. Liczne badania naukowe potwierdzają, że to pokarm fenomenalny pod wieloma względami. Jest też zupełnie darmowy i łatwy do podania. Innymi słowy: najlepszy dla dziecka.

Dlaczego piszę o w tym wszystkim? Może dlatego, że wiele z nas doświadcza nie tyle kłopotów z karmieniem, co z własnymi przekonaniami. Chcemy dla dziecka wszystkiego co najlepsze, więc kiedy słyszymy, że nie mamy pokarmu lub by odstawić dziecko od piersi przed rozszerzaniem diety, wydaje się nam to dobrym rozwiązaniem. Ale prawda jest nieco inna: trzeba uwierzyć we własne możliwości. Dać sobie i dziecku czas. Poznać się.

Pamiętam, że były takie dni, które spędziłam wyłącznie karmiąc piersią. Miałam pod ręką książkę, wodę, jakieś przekąski i ciepły koc. Udałam, że nie widzę stosu naczyń i prania ani kurzu na meblach. Za to przypatrywałam się swojemu dziecku, które uczyło się dobowego rytmu i czuło się przy mnie bezpieczne.

Po kilku tygodniach wszystko się unormowało. Mieliśmy czas na spacery, zakupy, poznawanie świata. I może ta akceptacja sprawiła, że młodszego syna karmię do dziś, choć już za moment będzie dumnym przedszkolakiem. Wiem, że nasza mleczna droga zmierza ku końcowi (karmię już tylko wieczorem przed snem), jednak to synowi pozostawiam ostateczną decyzję, kiedy ostatecznie ją zakończymy.

Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
0
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

(c) 2012-2022 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl