Złość jest dziecku potrzebna! - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
Złość jest dziecku potrzebna!

Planer na Dobry Rok

Złość jest dziecku potrzebna!

dziecko w złości leży na podłodze

Tupie, rzuca się na podłogę, krzyczy. Złoszczące się dziecko to obrazek dobrze nam znany. Rodziców wprawia w konsternację, a otoczenie zachęca do komentowania. Co jednak kryje się z za tymi emocjami? Dlaczego tak trudno zaakceptować nam złość najmłodszych? I czy można się nią zarazić? Zapytałam o to psycholog Małgorzatę Stańczyk, autorkę książki „Moje dziecko się złości. Droga do spokoju w rodzinie pełnej emocji”.

Złość u dzieci. Dlaczego się pojawia?

O ile łatwo nam zaakceptować śmiejące się dziecko, o tyle tupiące i krzyczące już trudniej. Dlaczego?

Małgorzata Stańczyk*: Zostaliśmy nauczeni, że to niegrzecznie się złościć. W wielu domach nie było na nią przyzwolenia. Uważano wręcz, że zgoda na dziecięcą złość sprawi, że ta będzie eskalować bez końca (co nie jest prawdą, bo złość mija, jak tylko zrobi swoją robotę). Nie umiemy też towarzyszyć dziecku, które się złości. Nikt nam nie pokazał, jak to robić.

→ Przeczytaj również: Psycholog: krzyk to ból po każdej ze stron, po stronie mamy i po stronie dziecka [wywiad]

Na swoim przykładzie powiem, że złość dzieci wywołuje we mnie bezradność i frustrację.

Nie jesteś w tym odosobniona. Rodzice, z którymi pracuję często mówią mi dokładnie to samo.  A trudno dać dziecku coś, czego nie doświadczyliśmy na sobie. Na szczęście można się tego uczyć w każdym wieku.

Jestem przekonana, że wiedza na temat mechanizmów dotyczących powstawania złości, jej celu i dziecięcych możliwości w radzeniu sobie z nią może nam bardzo pomóc odnaleźć się w tych trudnych chwilach, kiedy dzieci manifestują zniecierpliwienie, zdenerwowanie, irytację, złość, frustrację lub wściekłość.

Gosia Stańczyk z książką

Dlaczego się złościmy?

Wyjaśnij zatem, proszę, po co złość jest nam potrzebna?

Złość ma za zadanie chronić życie. Informować nas o naszych granicach, dawać znać, że któreś z naszych potrzeb domagają się zaspokojenia. Jest elementem fizjologicznego wyposażenia organizmu, dzięki któremu, po rozpoznaniu zagrożenia, natychmiast mobilizujemy się do działania. Te mechanizmy kształtowały się w czasach, kiedy nasze środowisko życia obfitowało w namacalne, fizyczne niebezpieczeństwa, np. czające się w zaroślach drapieżne zwierzęta.

Dobrze rozumiem, że przed złością zawsze pojawia się poczucie zagrożenia?

Tak, choć to, co interpretujemy jako zagrażające, nie zawsze wymaga tak spektakularnej reakcji. Ale z punktu widzenia przetrwania lepiej przygotować się do walki nawet kilkaset razy więcej niż potrzeba niż o raz za mało.

Kiedy pojawia się złość, oznacza to, że uruchomiony został system przetrwania. Dochodzi do wyrzutu adrenaliny, krew zaczyna krążyć szybciej, przyspieszają oddech i bicie serca, zwiększa się stężenie glukozy we krwi, nasze myślenie staje się schematyczne, czarno-białe.

O ile jednak łatwo nam zrozumieć taką reakcję organizmu na poważne niebezpieczeństwo, o tyle trudniej, gdy złość jest wynikiem podania dziecku kubka w nieodpowiednim kolorze.

Złość pozwala też dać upust nagromadzonemu napięciu (przestymulowaniu), które niesie ze sobą dyskomfort i pobudzenie. Tupanie i krzyczenie przynosi dziecku ulgę. Robi to instynktownie, bo ma jeszcze dość szczupły wachlarz strategii na radzenie sobie z napięciem. Stąd krzyczy, tupie, robi hałas i bałagan.

Bez złości bylibyśmy narażeni na ciągłą bezradność, rezygnację i brak mobilizacji do konfrontacji lub ucieczki w momencie zagrożenia zdrowia lub życia.

→ Przeczytaj również: Internet jest dla dzieci tak oczywisty, jak dla nas elektryczność

“Jesteś głupia”! Dlaczego dziecko tak mówi?

Kiedy o tym mówisz, łatwiej zrozumieć mi moje złoszczące się dziecko. Ale jest też druga strona medalu: ja jako osoba dorosła niekiedy zarażam się tą złością od dziecka. Kiedy ono krzyczy, sama mam ochotę krzyknąć. 

Czyjaś złość często „zaprasza” nas do konfrontacji. Trzeba dużej świadomości tego, co się dzieje i uważności na swoje reakcje, by nie podążyć za impulsem wejścia w nią. To daje nam szansę pozostać w trybie opieki i otoczyć dziecko wsparciem. Nie jest to łatwe, ale można się tego uczyć. Pomaga w tym przekonanie, że reakcje dziecka nie są o nas. Są o nim i o tym, jak dziecko zinterpretowało daną sytuację.

Kiedy zatem usłyszę, że jestem najgorszą mamą na świecie, mam nie brać sobie tego do serca?

Dzieci komunikują się często w sposób, który zdaje się być skierowany przeciwko nam. Kiedy więc usłyszysz, że jesteś najgorszą mamą na świecie albo jesteś głupia, nie traktuj tych słów dosłownie. To nie jest komunikat o Tobie, ale o emocjach i trudzie dziecka. Mówiąc to, dziecko może mieć na myśli, że to, co zrobiliśmy było trudne, że mu się to nie podoba, że potrzebuje naszej pomocy, albo że jego „nie” wypowiadane wprost nie zostało wzięte pod uwagę. Nie sądzę jednak, by było to przedmiotem jego głębokiej analizy.

Zobacz także
choinka z książek na Boże Narodzenie

To my potrzebujemy pochylić się nad tym, co się dzieje, by poszukać w tym komunikacie właściwego sensu. Warto przyglądać się myślom, które przychodzą nam w takiej sytuacji do głowy. Bo od tego, jak zinterpretujemy tę sytuację, będzie zależała nasza reakcja. Dzięki zaciekawieniu się tym, co kryje się za tymi słowami, możemy odpowiedzieć na ten właściwy, ukryty komunikat, zamiast reagować wprost na słowa, jakich dziecko używa.

→ Przeczytaj również: Baby blues: co to jest?

Co robić, gdy dziecko wpada w złość?

Skoro jesteśmy przy temacie reakcji, o czym szerzej piszesz w książce „Moje dziecko się złości”, zapytam o mówienie do dziecka w silnych emocjach. Praktykować czy nie?

Żartuję czasem, że mówienie do dzieci, które przeżywają emocje, jest przereklamowane. Jest w tym trochę prawdy, bo faktycznie wiele sytuacji chcielibyśmy rozwiązać poprzez rozmowę. Szukamy więc usilnie tych „właściwych słów”, spodziewając się, że gdy je znajdziemy i je wypowiemy, emocje przeminą, jak ręką odjął, a dzieci będą gotowe natychmiast sięgnąć po dojrzalsze strategie reagowania.

To tak nie działa. Słowa to nie czarodziejskie zaklęcia. Mówienie zbyt wiele może utrudniać dzieciom spotkanie się ze sobą, podnosić poziom pobudzenia w układzie nerwowym i generować dodatkowe napięcie.

Co zatem robić, gdzie dziecko się złości?

Często wystarcza milczące towarzyszenie, wytrwanie w akceptacji, ciekawość, nasze zainteresowanie tym, co się dzieje z dzieckiem.

Jeśli chcemy mówić, pokażmy, że przyjmujemy dziecko z tym, w czym jest. Można to zrobić słowami:  „Widzę, że jesteś rozzłoszczony”, „Trudno ci się z tym pogodzić”, „Słyszę twoją niezgodę”, „Krzyczysz, bo chcesz, żebym usłyszała, że…?”. Te zdania nie sprawią, że dziecko przestanie czuć, to co odczuwa. Ale będzie wiedziało, że nie jest z tym samo.

Dziękuję za rozmowę.

*Gosia Stańczyk – psycholożka, autorka książek dla rodziców, mama trójki dzieci

Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
0
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

(c) 2012-2024 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl