Dr Kajka: Dzieci z ADHD każdego dnia walczą o przetrwanie [wywiad] - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
Dr Kajka: Dzieci z ADHD każdego dnia walczą o przetrwanie [wywiad]

Planer na Dobry Rok

Dr Kajka: Dzieci z ADHD każdego dnia walczą o przetrwanie [wywiad]

Trudno im się skoncentrować, mają silną potrzebę ruchu i szybko wpadają w złość. Ale to tylko wierzchołek góry problemów, z jakimi muszą codziennie mierzyć się dzieci z ADHD. Jak możemy im pomóc? W jaki sposób wspierać? I dlaczego akceptacja to w przypadku nadpobudliwości słowo-klucz? O tym rozmawiam z dr Natalią Kajką, która na co dzień pracuje z dziećmi z ADHD.

Jak Cię widzą, tak Cię piszą. Dzieci z ADHD bardzo często są postrzegane jako niegrzeczne, agresywne.

dr Natalia Kajka*: To prawda, ale może najpierw trochę teorii. Trzeba rozróżnić naznaczenie społeczne i stygmatyzację. Pierwsze jest pierwotne, a drugie wynika z pierwszego, choć często stosujemy je zamiennie.

Naznaczenie społeczne to zaetykietowanie osoby, nie dostrzeganie jej indywidualnych cech, talentów, czy trudności. To wykrzywiona perspektywa naznaczających, koncentrująca się tylko na wybiórczej ocenie tego, że ktoś myśli, mówi, działa  inaczej, niezgodnie z przyjętymi w grupie zasadami. Niezrozumienie trudności dziecka jest powodem do etykiety: ,,O, jaki ADHD!”. Stygmatyzacja to już sam efekt, nie zastanawiamy się już nad przyczyną, po prostu powielamy schemat odrzucenia osoby, którą naznaczyła grupa. Właściwie, naznaczenie społeczne i stygmatyzacja jest mierzona nie siłą trudności dziecka z ADHD, a raczej siłą bezradności i nietolerancji grupy osób, które je naznaczają.

dr Natalia Kajka

Ale konsekwencje tego ponoszą dzieci, dobrze rozumiem?

Tak, bo zobacz: dziecko staje się tym, za kogo uważa je grupa, a więc rodzice, nauczyciele, dzieci z podwórka, klasy. Mamy bardzo duży wpływ na społeczeństwo, w którym żyjemy – oddziałujemy na siebie. W psychologii jest znany Efekt Aureoli. Polega on na tym, że jeśli mam dobre pierwsze wrażenie danej osoby, to tak chcę ją postrzegać i już tak ją traktuję.

Jest i Efekt Pigmaliona – skoro tak dobrze postrzegam tę osobę, to i ona staje się taka, jak chciałbym, aby była (efekt samospełniającej się przepowiedni). Ma ona większą motywację do starania się, wywiązuje się ze swoich obowiązków.

A kiedy to pierwsze wrażenie jest złe?

W psychologii nazywamy to Efektem Golema. To powierzchowna, negatywna ocena kogoś, na podstawie której cały czas traktuję odbiorcę tak, jak podczas pierwszego spotkania. Traktowany w ten sposób człowiek staje się tym, kim w pewien sposób chce widzieć go odbiorca.

Niestety, doskonale wiedzą o tym dzieci z ADHD. To bardzo krzywdzące, bo w dużej mierze wynika z niewiedzy stygmatyzujących. Mali pacjenci często borykają się z wieloma trudnościami. ADHD to nie jest tylko czteroliterowy akronim. Zaburzenie uwagi z nadpobudliwością/impulsywnością (obecna nazwa według nowej klasyfikacji DSM 5) jest uznane za niejednorodne, neurorozwojowe zaburzenie o złożonej etiologii.

Co to oznacza w praktyce?

Każde dziecko z ADHD, mimo kilku swoich podobieństw (problem z uwagą, nadpobudliwością/impulsywnością), może mieć też szereg innych problemów, a przyczyny te są często zarówno biologiczne, jak i środowiskowe. Na skutek swojego pierwotnego zaburzenia dziecko z ADHD doświadcza stresu, lęku przed szkołą, smutku z powodu wyśmiewania, odrzucenia, poczucia bezwartościowości w sytuacji, gdy każdy dzień przypomina walkę… o przetrwanie. Przytłaczające zmęczenie z powodu nieustannego udawadniania, że może jednak tym razem mu się uda. I wstyd…, że i tym razem nie… Dodatkowo, nieuwaga i nadpobudliwość czy impulsywność są często objawami maskującymi szereg innych, często niezdiagnozowanych, zaburzeń, chorób czy problemów.

Dzieci z ADHD mogą zmagać się dodatkowo z depresją, zaburzeniami lękowymi czy PTSD, czyli zespołem stresu pourazowego w wyniku bycia ofiarą przemocy domowej, ofiarą wypadku czy świadkiem przemocy stosowanej na najbliższych w domu (wtórny zespół stresu pourazowego). Zobacz, jakie to krzywdzące i niesprawiedliwe: parzymy na dziecko i mówimy „jakie ADHD”. Tylko ono nierzadko niesie na swoich barkach więcej niż powinno. Jest zagubione i bezradne. Jego nadpobudliwość jest formą odreagowania napięcia gromadzonego w ciele. To mały radar emocji. Ma swoją osobowość, pasje, zainteresowania. Ma bardziej lub mniej określone cele i marzenia.

Potrzeba nam dziś społeczeństwa, które potrafi mądrze korzystać ze swojej siły i zamiast naznaczać społecznie, powinniśmy starać się zauważać drugiego człowieka i jego potrzeby. Zdaje się, że wtedy stworzymy społeczeństwo ludzi, w którym będziemy czuć się bezpiecznie.

Czy coś w tej materii się zmienia? Na dzieci z ADHD patrzymy dziś inaczej niż 10 lat temu?

Z całą pewnością na poziomie wiedzy jesteśmy coraz bardziej świadomi, że istnieje zaburzenie uwagi i nadpobudliwości/impulsywności w skrócie określane ADHD. O ile jeszcze kiedyś ślepo powtarzaliśmy niezweryfikowane slogany, że ,,ADHD nie istnieje”, teraz już jakoś mniej tych haseł w eterze. W kwestii praktyki mamy jeszcze wiele do zrobienia.

Najskuteczniejsza praca z dzieckiem nadpobudliwym wymaga od dorosłego kilku cech: bycia uważnym na dziecko i jego potrzeby, bycia konkretnym i konsekwentnym, a także funkcjonowania na zbliżonym poziomie energetycznym co dziecko i posiadania umiejętności zarządzania tą energią. Niektórzy dorośli odpadają właśnie na tym etapie. Brakuje im sprawności pomieszczenia w sobie emocjonalności, wrażliwości, spontanicznych uwag dziecka z ADHD. Czuje się ono wtedy niezaakceptowane, co generuje w nim napięcie i nadpobudliwe zachowania. Powstaje błędne koło: dorosły odczuwa frustracje, emocjonalnie odrzuca dziecko, dziecko znów odreagowuje…

To chyba ekstremalnie trudne. Nam, dorosłym, na ogół brakuje cierpliwości, jesteśmy przytłoczeni obowiązkami, zmęczeni, sfrustrowani.

Zdaję sobie sprawę, że to nieprosta umiejętność. Ale z moich obserwacji wynika, że jeśli uporządkujemy swoje życie, przestrzeń, to w pewnym momencie mamy w sobie więcej miejsca na przyjęcie drugiego człowieka. To troszkę jak metafora pokoju. Gdy panuje w nim porządek, wszystko jest poukładane, mamy więcej przestrzeni.

Znam rodziców i nauczycieli, którzy dzięki dzieciom z ADHD znaleźli motywację do pracy nad sobą, swoją organizacją czasu i przestrzenią osobistą. W jednej ze szkół, w której prowadziłam warsztaty (pozdrawiam!), w klasie stał rowerek stacjonarny. Uczniowie z ADHD mogli w każdej chwili podejść i podczas zajęć pojeździć na nim, aby rozładować emocje. Rowerek na początku wzbudzał sensację całej klasy, ale już po tygodniu stał się niezwykłym symbolem dla uczniów z ADHD: że ich potrzeby są dla klasy i nauczycieli ważne, że oni są zaakceptowani tacy, jacy są. To zmniejszyło ich niepokój i napięcie. W tej szkole nie było naznaczenia czy stygmatyzacji, bo uczniowie i nauczyciele nie czuli się bezradni.

Zobacz także

Wytłumacz mi, laikowi, sposób postrzegania świata, emocji czy odbierania bodźców przez dziecko z ADHD.

Wyobraź sobie, że nasz mózg jest megasitkiem.  Wszystko co jest do niego wrzucane – każdy bodziec, informacja, dźwięk czy zapach jest starannie, lecz automatycznie segregowane. Dzięki temu, widzimy to, co widzimy. Potrafimy rozróżniać to, co jest istotne od tego, co jest mniej ważne. Nasza uwaga obiera w danym momencie tylko jeden punkt lub kilka, jeśli tego potrzebujemy.

U dzieci z ADHD sitko jest, lecz posiada bardzo dużo nieszczelności. A zatem wszystko przepuszcza. Każdą informację, dźwięk, zapach. To przebodźcowanie powoduje naturalną chęć ucieczki, dlatego dziecko jest nadruchliwe. A na sam koniec zmęczone, drażliwe, czasem dysforyczne. I teraz wyobraź sobie, że ono z tym bagażem idzie przez życie codziennie. Każdego dnia podejmuje nierówną walkę w klasie, w szkole, na sprawdzianach. Zaburzenia uwagi, w pewien sposób chronią go przed tym, aby nie koncentrować się jedynie na tym chaosie. Ale jest i druga strona medalu: przyczyniają się do szeregu innych trudności, np. zapominania o materiałach na plastykę, niedotrzymywania obietnic, rozpoczynania działań bez ich zakończenia, słomianego zapału w pasjach…

Dzieci z natury są ruchliwe. Gdzie więc przebiega granica między normą a zaburzeniem?

Jednym z  najtrudniejszych do zdefiniowania pojęć w psychologii jest… norma. O ile nie mamy trudności z określeniem zaburzenia, tak określenie normy sprawia nam bardzo duży problem. Niejednokrotnie jest to zależne od granicy tolerancji grupy. A jak się domyślasz, bez pierwszego, trudno jest określić to drugie. Najczęściej rodzice wychowujący swoje dziecko z ADHD uznają, że może jest ono nieco bardziej żwawe od swoich rówieśników… jednak często nie zdają sobie sprawy z tego, że słowo ,,nieco” może być zupełnie inaczej odbierane przez np. nauczycieli. To tłumaczy, dlaczego dzieci są najczęściej diagnozowane właśnie w wieku szkolnym.

O ADHD mówimy, gdy zaburzona uwaga, nadpobudliwość/impulsywność po pierwsze występuje w więcej niż jednym środowisku (np. w domu, szkole i na zajęciach dodatkowych). A po drugie, gdy nasilenie objawów dziecka utrudnia jego codzienne funkcjonowanie i wykonywanie obowiązków.

Wielu rodziców obawia się konfrontacji z diagnozą. Rozumiem to. Często za tym lękiem ukrywa się troska o dziecko, aby nie było naznaczone, stygmatyzowane. Pamiętajmy jednak, że dzieci, które mają prawidłowe rozpoznanie, uzyskują skuteczną i trafioną pomoc. Jeśli uczeń ma problem z koncentracją uwagi, dostaje negatywne oceny, jest wyśmiewany w klasie przez kolegów i oczekuje się od niego, aby był ,,jak wszyscy” i uczył się ,,jak wszyscy”, to jest to bardzo trudne i często niemożliwe do zrealizowania.

Dziękuję za rozmowę.

*dr Natalia Kajka – asystent w Katedrze Psychoterapii i Psychologii Zdrowia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Psycholog-praktyk i naukowiec. Pracuje z dziećmi i młodzieżą z ADHD, uczy jak uczyć się i organizować swój czas efektywnie.

Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
1
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

(c) 2012-2021 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl