Matka Aptekarka: Nie ma magicznej pigułki, która spowoduje, że dzieci nie będą chorować - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
Matka Aptekarka: Nie ma magicznej pigułki, która spowoduje, że dzieci nie będą chorować

Planer na Dobry Rok

Matka Aptekarka: Nie ma magicznej pigułki, która spowoduje, że dzieci nie będą chorować

Ana Krysiewicz, Matka Aptekarka w aptece

Powrót do żłobków i przedszkoli oznacza częstsze infekcje. W naszych domach pojawiają się syropy, tabletki, niekiedy też antybiotyki. Jak je podawać? Jakie błędy w tym zakresie popełniamy i jakie może to mieć konsekwencje? Czy istnieje recepta na niechorowanie?  Na te i inne pytania odpowiada Ana Krysiewicz, autorka bloga „Matka aptekarka” i książki „Naturalna Odporność”.

Lekarz zapisuje naszemu dziecku lek, a ono wcale nie myśli go przyjmować. Zamyka buzię, pluje specyfikiem. Co robić?

Ana Krysiewicz*: Rozmawiać, tłumaczyć, rozmawiać, tłumaczyć. I tak na okrągło. Każde dziecko jest inne i na każde będzie dział inny sposób. Nie dam tu uniwersalnej recepty. To czego robić na pewno nie można, to podawać leku na siłę, bo to zadziała tylko na krótką metę, po czym problem będzie narastał.

Nie radzę też oszukiwać dziecka, np. że lek jest pyszny (często nie jest). Nie mówmy, że dostanie go tylko raz, bo zwykle musi przyjąć całą kurację, np. kilka razy dziennie przez tydzień. Jak się raz oszuka dziecko, będzie nieufne i problem z braniem leków będzie trwał do wieku nastoletniego.

To może rozkruszmy tabletkę, rozpuśćmy go w soku albo podajmy z jogurtem.

W pierwszej kolejności sprawdźmy w ulotce, czy możemy to zrobić. Niektórych substancji leczniczych nie można mieszać z sokiem owocowym czy mlecznym produktem. Ale jeśli jest to obojętne i nie wpłynie na wchłanianie leku, to jest to jedyna opcja by podać lek, zwłaszcza gorzki czy kwaśny. W takiej sytuacji, jeśli naprawdę żadne tłumaczenia nie działają, to cel uświęca środki. Włączenie bajki dla odwrócenia uwagi też można by uznać za przekupstwo, ale jeśli nie ma innej możliwości a dziecko musi przyjąć lek, dla mnie jest to do zaakceptowania.

Wróćmy jednak do tłumaczenia. Rozmowa o konieczności przyjmowania leków w określonej sytuacji powinna odbywać się nie tylko wtedy, gdy dziecko jest chore. Sami też dajmy dobry przykład i pokazujmy na co dzień, że sami tez musimy niekiedy sięgnąć po lek. I wtedy mówimy: „zobacz, mama też codziennie bierze lekarstwo, które nie jest zbyt smaczne, ale chce być zdrowa, mieć zdrowy brzuch, oczy czy nogi (w zależności od sytuacji). Jest też wiele książeczek dla dzieci, w których bohaterowie są chorzy i muszą przyjmować lekarstwa. Warto po nie sięgnąć.

W książce „Naturalna Odporność” znajdziecie recepty od Matki Natury na walkę z infekcjami.

Nurtuje mnie też kwestia dawkowania, zwłaszcza syropów. Dołączone do nich kubeczki lub plastikowe łyżeczki z miarką nie budzą mojego zaufania. Wydają się mało precyzyjne. Jak więc podać prawidłową dawkę leku?

Nie polecam ich używać, zwłaszcza w przypadku dzieci. Strzykawka jest najlepszą opcją, najbardziej precyzyjną. Nierzadko podanie 1 ml więcej bądź mniej może mieć wpływ na to, czy lek w ogóle zadziała (tak jest w przypadku ibuprofenu oraz paracetamolu) albo, co gorsze, może wręcz zaszkodzić, bo podamy zbyt dużą dawkę.

W przypadku dorosłych, gdzie masa ciała jest zdecydowanie większa, a chory ma przyjąć np. 15 ml syropu na kaszel, nie ma dużego znaczenia, czy przyjmie 14 czy 16 ml.

Przyznam się, że kilka lat temu jako niedoświadczona mama zdarzało mi się popełniać błędy. Kiedy podawałam synkowi leki, np. dając ibuprofen, sugerowałam się wiekiem dziecka, bo tak jest napisane na opakowaniu, a nie masą ciała.

Nie jesteś w tym odosobniona. Wielu rodziców tak robi. Zapamiętaj więc, że paracetamol i ibuprofen dawkujemy przeliczając na masę ciała. To szalenie ważne, bo podanie nieodpowiedniej dawki sprawi, że lek nie zadziała. Musisz też trzymać się właściwego odstępu między dawkami leku (dotyczy to wszystkich leków, nie tylko przeciwgorączkowych i przeciwbólowych).

A czy podając czopek, mogę go przekroić? Wielu rodziców jest przekonanych, że można tak robić.

Nie można! Kroimy czopki myśląc, że jak przekroimy na pół, to w każdej części będzie dokładnie tyle samo substancji czynnej. To mit, gdyż czopek jest postacią jednodawkową i jeśli cały zawiera np. 80 mg paracetamolu, to może się okazać, że przy koniuszki jest 60 mg, a po drugiej stronie 20 mg. I jeśli podamy cały czopek, to nie ma to znaczenia, gdyż tak czy siak dziecko dostanie pełną dawkę. Ale dzieląc go, możemy podać za mało bądź za dużo leku.

Co jeszcze mamy na sumieniu w temacie podawania leków dzieciom?

Nie przestrzeganie zaleceń lekarza. Dziecko czuje się lepiej? To po trzech dnia przerywamy podawanie antybiotyku. Ale działając w ten sposób choroba nie jest wyleczona, tylko zaleczona (i bardzo często po krótkim czasie wraca, ze zdwojoną siłą), dodatkowo ryzykujemy powstaniem antybiotykooporności.

Niekiedy też dajemy dziecku lek, który np. pozostał z poprzedniej choroby, bo kaszel wydaje się podobny jak ostatnio. Jest to duży błąd, bo może się okazać, że wcześniej była infekcja wirusowa i dziecko dostało na to steryd, a teraz jest bakteryjna i steryd nie pomoże, tylko będzie potrzebny antybiotyk. A o tym musi zdecydować lekarz.

Jest też kwestia przechowywania leków. Tak z ciekawości, w jakim pomieszczeniu trzymasz domową apteczkę?

W kuchni. Jak chyba większość znanych mi osób. To źle?

Kuchnia i łazienka to najczęstsze miejsca, w którym trzymamy leki, ale oba są nieodpowiednie ze względu na gwałtowne zmiany temperatury i wilgotności. Przechowywanie leków w niewłaściwych warunkach może skutkować tym, że staną się nieskuteczne. A zapisujesz na opakowaniu datę otwarcia leku?

Zobacz także

Tak, zawsze o tym pamiętam, zwłaszcza jeśli w ulotce przeczytam, że istotny jest termin przydatności od pierwszego użycia.

To szczególnie istotne w przypadku syropów, zawiesin i kropli. Zlekceważenie tego może wyrządzić krzywdę, np. podając przeterminowane krople do oczu można wywołać silną infekcję bakteryjną oka.

Kilka dni temu premierę miała Twoja książka „Naturalna Odporność”. I tam piszesz, że nie ma magicznej pigułki, która spowoduje, że dzieci nie będą chorować. Ale przecież w aptece pełno jest preparatów na odporność.

Nie wymyślono jeszcze remedium na niechorowanie. Za produktami reklamowanymi jako wzmacniające układ immunologiczny stoi mistrzowski marketing. I choć wielu rodziców zdaje sobie z tego sprawę, regularnie przychodzą do apteki po preparaty na wzmocnienie. Wolą dać cokolwiek i mieć poczucie, że zrobili wszystko, aby dziecko było jak najzdrowsze niż pozwolić mu zostać w domu, aby na spokojnie mogło odpocząć, zregenerować się i zwalczyć samodzielnie patogen, najczęściej wirus, który próbuje zaatakować młody organizm.

Pamiętajmy też, że podając bez potrzeby preparaty na odporność, możemy tę odporność przestymulować, czyli zepsuć, czego wynikiem są coraz częściej przytrafiające się małym dzieciom alergie, AZS czy astma. Jak to się mówi, mniej znaczy więcej. Niedobór nie jest dobry, ale nadmiar tak samo może szkodzić.

Jeśli nie tabletki i syropy na odporność, to co odpowiednio ją wzmocni?

Przede wszystkim naturalne sposoby i dobre nawyki, które jak wejdą nam w krew, będą dla nas niezauważalne, a dla naszych dzieci będzie to zwykła codzienność. Oczywiście trzeba pamiętać, że budowanie odporności to proces, który trwa od kilku miesięcy do nawet roku. Dlatego nie należy się zniechęcać, tylko już dziś zacząć wprowadzać w życie to co dobre.

Co jest zatem dobre dla odporności?

Zbilansowana dieta i  aktywność fizyczna – minimum godzinę dziennie dziecko powinno spędzać na dworze, to podstawa. Ponadto nieprzegrzewanie, do czego mamy niezwykły talent. Pilnowanie, aby w domu, a zwłaszcza w pokoju dzieci nocą była odpowiednia temperatura i wilgotność. W ten sposób mamy dużą szansę zapobiec chrapaniu, suchości gardła, chrypkom, katarowi czy zatkanemu nosowi. Do tego hartowanie, odpoczynek i regeneracja, unikanie stresu (tak, dzieci mają mnóstwo powodów do stresowania się), dbanie o higienę czy unikanie dymu papierosowego.

*Ana Krysiewicz – autorka bloga Matka Aptekarka, farmaceutka z 13-letnim doświadczeniem, autorka książki „Naturalna odporność”. Mama 5-letniej alergiczki Tosi oraz niemal 2-letniej Miśki.

Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
0
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

(c) 2012-2021 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl