Z pamiętnika Matki Polki Karmiącej - Mamywsieci.pl

Z pamiętnika Matki Polki Karmiącej

Dzień Wielkiej Lipy

9 stycznia, niedziela. Dzień Wielkiej Lipy nie ma nic wspólnego z lipą czarnoleską. Tamta dawała cień, wytchnienie strudzonym i nadzieje na lepsze jutro. Moja Wielka Lipa właśnie trwa.

Piękna zima. Cały dzień padał śnieg, a mroźna wichura przerzucała śnieżne zaspy z jednej strony ogrodu na drugą. Ogień wesoło tańczył w kominku oświetlając rumiane buźki bawiących się grzecznie dzieci. Nie, nie. Brzmi bajecznie, ale to nie o nas mowa. Nie mamy kominka, bo mieszkamy w bloku, a nasze dziewczynki jeszcze nie potrafią się razem bawić. Przynajmniej grzecznie. Księżniczka ma swój świat, a Luluś wciąż wisi na matczynym biodrze lub w nosidełku na brzuchu taty.

Wracając do sedna, dzień zaczął się całkiem zwyczajnie. Luluś o szóstej zaczął mnie drapać po twarzy dając znaki, że w łóżku nudno. Księżniczka chwilę później wyraziła chęć wypicia ciepłego mleka, a ja wylądowałam w kuchni. Luluś na biodrze. Księżniczka po mleku zażyczyła sobie jeszcze bułeczkę, owoce, rodzynki, soczek i kakao. Byle ciepłe, 38 stopni. Czułam się jak uczestnik programu „Piekielna Kuchnia Gordona Ramsey'a”. Szybko, sprawnie – klienci czekają!

Zawsze jest nadzieja, że to właśnie dziś stanie się coś niezwykłego. Przynajmniej tak było w dzieciństwie. Już sama codzienność wydawała się niezwykła, emocje nadawały kierunek wszystkim wydarzeniom, a słowa piosenki Lipnickiej, że „wszystko się może zdarzyć” brzmiały jak życiowe motto. Każde wyjście do szkoły czy z rodzicielskiego nakazu po kurczaka do sklepu mogło zakończyć się w bajkowy sposób. A może spotkam Filipa N.? Może spojrzy tak, jak zawsze marzyłam? Może będzie chciał ze mną chodzić? Motyle w brzuchu i szybsze bicie serca. Ach, Filip N… może do zbyt inteligentnych nie należał, ale każda trzynastolatka marzyła o kursie po osiedlu w jego towarzystwie.

A może to dziś moja semestralna praca z polskiego okaże się hitem, a Pani D. wywróży mi karierę z piórem w dłoni. Być może przeczyta moją pracę całej klasie i ze łzami w oczach powie: „To takie dojrzałe…” A potem będzie „wuef”. Wskoczę w krótkie gatki i pobiegnę rekord na „szejsetkę”. Nie byle jaki rekord. Moje nazwisko dumnie będzie wisieć na szkolnej tablicy przez najbliższe lata. A może wspólnie z grupką przyjaciół wymyślimy jakiś super projekt. Zrobimy coś, o czym będzie głośno w całej szkole. Będą szkolne wybory samorządowe, Walentynki, testy szkolnej popularności. Tyle nas w życiu czeka. Tomek będzie politykiem, Adam lekarzem, Olka będzie aktorką, a ja będę pisać powieści.

Wczoraj widziałam Tomka w gazecie. Wypowiadał się kwestii budowy krajowej piątki. Inżynier, nie polityk. Adam wylądował na psychologii, ale odpuścił po drugim roku i został hydraulikiem. Olka pracuje w urzędzie miasta, w bufecie, a ja…

– Mamaaaaaa! Siiiiikuuuu!

Zobacz także
wniosek o 500+

No tak. A ja jestem Mamą.

Na razie nic się nie zmieni. Nie ma niespodzianek. Nie ma motyli w brzuchu. Nie ma na to czasu. Ale kiedyś będzie. Musi być. A dzień Wielkiej Lipy? Może będzie tylko okazją do obchodzenia wesołej rocznicy i wypicia mojito, na które wciąż, jako matka karmiąca, nie mogę sobie pozwolić…

tekst  : Gosia Tyszkowska

Przeczytaj także felieton "Luluś i księżniczka Tulisia w królestwie pralki i garnka"

Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
0
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
(c) 2012-2023 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl