Dlaczego dziecko wpada w histerię? O tym, co naprawdę dzieje się w mózgu dziecka, gdy emocje biorą górę - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
Dlaczego dziecko wpada w histerię? O tym, co naprawdę dzieje się w mózgu dziecka, gdy emocje biorą górę

Partner serwisu
Partner portalu

Dlaczego dziecko wpada w histerię? O tym, co naprawdę dzieje się w mózgu dziecka, gdy emocje biorą górę

dziecko leży na ziemi i krzyczy

Dlaczego źle pokrojony banan może wywołać łzy, a pęknięty balonik urasta do rangi życiowej katastrofy? Choć dorosłym dziecięce dramaty często wydają się przesadzone, neurobiologia ma na to konkretne wyjaśnienie. O emocjonalnych sztormach, mózgu w trybie offline i o tym, dlaczego dziecko bardziej potrzebuje naszej obecności niż rad, rozmawiamy z Anną Jaźwińską-Chren, autorką książki „Neurobajki. Twój wyjątkowy mózg”.

Wielkie emocje małego człowieka. Skąd biorą się dziecięce dramaty?

Widziałam ostatnio filmik, na którym policjant reaguje na krzyk dziecka i puka do drzwi mieszkania. W środku mały chłopiec przeżywa dramat, bo mama pokroiła banana zamiast podać go w całości. Śmiejemy się z takich scen, ale każdy rodzic zna ich mniej lub bardziej dramatyczne wersje: pęknięty balonik, krzywo przyklejony plasterek czy niewłaściwy kubek potrafią wywołać u dziecka emocjonalną burzę nieproporcjonalną do sytuacji. Dlaczego najmłodsi tak reagują?

Anna Jaźwińska-Chren*: Takie sytuacje mogą wywoływać śmiech u nas, dorosłych, ale dla dziecka pokrojony banan bywa katastrofą. Z perspektywy dorosłych możemy to tłumaczyć złośliwością, manipulacją albo brakiem wychowania, ale to kwestia neurobiologii.

Mózg dziecka reaguje na emocje inaczej niż mózg dorosłego, co wynika z rozwoju układu nerwowego. Układ limbiczny i ciało migdałowate, czyli struktury odpowiedzialne za szybkie, instynktowne reakcje, są bardzo aktywne już u małych dzieci. Z kolei kora przedczołowa, pełniąca rolę wewnętrznego hamulca i regulatora emocji, dojrzewa długo, nawet do 25. roku życia. Mówiąc prościej: dziecko ma bardzo silny generator emocji, ale jeszcze niedojrzały system ich regulacji.

Stąd nieodpowiednio podany banan może wywołać tak silną reakcję.

Tak, bo emocje u dzieci są tak intensywne i wręcz zalewające. Wywołują natychmiastową reakcję całego ciała. W takim stanie dziecku trudno samodzielnie wrócić do równowagi, dlatego potrzebuje dorosłego, który pomoże mu się wyciszyć i odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

Dla najmłodszych emocje to przede wszystkim informacja biologiczna, alarm rozsyłany po całym organizmie. Kiedy dziecko czuje strach, złość czy wstyd, momentalnie uruchamia się reakcja stresowa. Krew zalewają adrenalina i kortyzol, serce przyspiesza, a ciało przygotowuje się do trzech pierwotnych strategii: walki, ucieczki lub zamrożenia. To, co my widzimy na zewnątrz jako krzyk, płacz, rzucanie zabawkami, ucieczkę do drugiego pokoju czy nagłą apatię i brak reakcji na nasze słowa, to nic innego jak manifestacja tego biologicznego stanu przetrwania. Dziecko nie potrafi jeszcze nazwać emocji ani w pełni zrozumieć tego, co czuje, dlatego poprzez swoje zachowanie pokazuje, że przeżywa trudność lub jest przeciążone emocjonalnie.

A jednak w podtytule Pani książki pojawia się sformułowanie „Twój wyjątkowy mózg”. W czym więc kryje się ta wyjątkowość dziecięcego umysłu?

To mózg niezwykle plastyczny. Szybko się uczy, łatwo adaptuje do zmian i intensywnie przebudowuje swoje połączenia neuronalne. Co ważne, dzieje się to w bezpośrednim kontakcie z doświadczeniem i relacją z drugim człowiekiem.

Dziecięcy mózg jest też wyjątkowo wrażliwy na środowisko, czyli na to, co dzieje się wokół dziecka, jakie ma relacje, jakie bodźce otrzymuje. Każde doświadczenie zapisuje się w jego strukturze, wpływając na sposób funkcjonowania w przyszłości. To, jak reagujemy na dziecko, jak z nim rozmawiamy i jak bezpieczne warunki mu stwarzamy, trwale kształtuje fizyczną strukturę i funkcjonowanie jego mózgu na całe dorosłe życie.

💡 Warto przeczytać na naszym portalu:

Dlaczego dziecko nie słucha, gdy jest zdenerwowane?

Każdy z nas doświadcza zmęczenia po intensywnym dniu, kiedy spada cierpliwość i nawet drobiazgi potrafią nas irytować. Dzieci doświadczają tego równie silnie, ale, jak rozumiem, ich układ nerwowy radzi sobie z tym gorzej.

U dzieci w takich sytuacjach mózg natychmiast przełącza się w tryb awaryjny, czyli tryb przetrwania. Ciało migdałowate wyczuwa przeciążenie i zaczyna bić na alarm. Aktywuje się oś podwzgórze–przysadka–nadnercza, następuje masowy wyrzut hormonów stresu. W tym momencie kora przedczołowa, odpowiedzialna za logiczne myślenie, słuchanie czy wyciąganie wniosków, przechodzi w tryb offline. Efekt jest taki, że dziecko, choć często wie, co powinno zrobić, nie jest w stanie tego wykonać. Dlatego komunikaty dorosłych w stylu „uspokój się”, „powiedz normalnie” czy próby racjonalnej rozmowy w takich momentach zwykle nie przynoszą efektu. Emocje są tak silne, że blokują dostęp do zasobów potrzebnych do współpracy i przetwarzania informacji.

Czyli dziecko słyszy, ale nie słucha?

W stanie silnego pobudzenia drastycznie spada zdolność rozumienia poleceń, zawęża się pole uwagi, a pamięć robocza przestaje działać. Co ciekawe, dziecko w silnych emocjach słyszy selektywnie – wychwytuje nasz ton głosu, postawę ciała, ale nie samą treść słów. Nie przetwarza języka, a zwłaszcza wieloetapowych poleceń. Nam się wydaje, że ignoruje nas ze złośliwości, a ono nas po prostu nie słyszy, bo jego system poznawczy jest zablokowany przez stres.

Anna Jaźwińska-Chren
Anna Jaźwińska-Chren (archiwum prywatne, Facebook)

Jak wspierać dziecko w kryzysie?

Jak zatem pomóc dziecku przejść przez ten emocjonalny sztorm, nie tłumiąc przy tym jego emocji?

Emocje są jak morskie fale. Mają swoją dynamikę. Najpierw rosną, osiągają swój szczyt, a potem naturalnie opadają. Ten proces zadzieje się sam, pod jednym warunkiem: że tej fali nie zablokujemy. Niestety, jako dorośli często próbujemy stawiać emocjom tamę, mówiąc: „Nic się nie stało”, „Nie przesadzaj”, „Przestań płakać” czy „Chłopaki nie płaczą”. Takie komunikaty nie pomagają – wręcz przeciwnie, mogą nasilać pobudzenie i pogłębiać poczucie niezrozumienia. Podobnie działają krzyk, zawstydzanie, grożenie, wyśmiewanie czy izolowanie dziecka. Choć często wynikają ze zmęczenia, bezradności czy pośpiechu dorosłych, dla układu nerwowego dziecka są sygnałem zagrożenia lub odrzucenia. Nie uczą regulacji emocji, ale ich tłumienia, reagowania lękiem lub wycofywania się.

Dziecko potrzebuje najpierw zauważenia emocji, potem poczucia bezpieczeństwa, a dopiero na końcu rozmowy i wyciągania wniosków. Kiedy zamiast zaprzeczania usłyszy: „Widzę, że to dla ciebie trudne”, „Słyszę twój strach”, „Możesz płakać, jestem obok”, dostaje ważny komunikat: „Twoje emocje są bezpieczne, a ja nie boję się ich razem z tobą przeżyć”.

Tym, co pomaga najbardziej, jest spokojna obecność dorosłego. Czasem wystarczy usiąść obok, mówić cichym, ciepłym głosem, pooddychać razem czy zaproponować przytulenie, jeśli dziecko tego chce. Naszym zadaniem nie jest jak najszybsze zakończenie emocji, ale pokazanie dziecku, że nie jest z nimi samo i że pomożemy mu przez nie przejść. To właśnie w takich momentach uczymy regulacji emocji na przyszłość.

💡 Warto przeczytać:

Zobacz także
tran dla dzieci w kapsułkach na błękitnym tle

Neurobajki, czyli nauka o emocjach w dziecięcym języku

To, o czym rozmawiamy, jest w dużej mierze efektem ostatnich lat badań nad mózgiem i emocjami. My, dorośli, dopiero uczymy się rozumieć te mechanizmy, żeby później przekazywać tę wiedzę dzieciom. Tak odbieram „Neurobajki”.

„Neurobajki” tłumaczą procesy zachodzące w mózgu i ciele językiem obrazów, metafor i historii, czyli w sposób zgodny z tym, jak dzieci naturalnie poznają świat. Kilkulatek nie zrozumie komunikatu: „Twój układ nerwowy jest przeciążony” albo „Twoje ciało migdałowate jest nadaktywne”. Zrozumie za to opowieść o pociągu pędzącym przez mózg czy małym stworku, który uruchamia alarm, gdy wyczuje zagrożenie.

Pisząc „Neurobajki”, chciałam przede wszystkim rozbudzić ciekawość i dać dzieciom oraz rodzicom poczucie bezpieczeństwa. Kiedy rozumiemy, że serce bije szybciej nie dlatego, że ktoś jest niegrzeczny, ale dlatego, że organizm uznał sytuację za niebezpieczną, znika część wstydu i poczucia winy, które często towarzyszą silnym emocjom.

Zależało mi również na pokazaniu, że emocje nie są czymś tajemniczym ani nieprzewidywalnym. To biologiczne procesy, które można poznać, zrozumieć i stopniowo oswoić.

Gdy następnym razem źle pokrojony banan, pęknięty balonik albo niewłaściwy kubek wywołają w domu emocjonalną burzę, co rodzic powinien zrobić?

Być obok, połączyć się z dzieckiem, potem je prowadzić. Kiedy nadciąga emocjonalny sztorm, odłóżmy na bok wykłady, moralizatorstwo i natychmiastowe szukanie rozwiązań. Dziecko w tym momencie nie potrzebuje potoku słów. Potrzebuje namacalnego doświadczenia, że jest widziane, słyszane i że w tym swoim trudnym stanie nie jest osamotnione. To właśnie z miliona takich małych doświadczeń bycia przytulonym i zrozumianym w kryzysie, powoli, cegiełka po cegiełce, buduje się dojrzała, stabilna samoregulacja dorosłego człowieka.

Zobacz także: Jak wychować dziecko w szacunku? Przewodnik po mądrym rodzicielstwie

Dziękuję za rozmowę.

*Anna Jaźwińska-Chren – psycholog, psychoterapeutka w tracie szkolenia, neurologopeda, kulturoznawczyni, autorka książki „Neurobajki. Twój wyjątkowy mózg” (wydawnictwo Mamania).