Komunikacja z dzieckiem zaczyna się wcześniej, niż myślisz. Psycholożka wyjaśnia, jak ją wspierać

Redaktor naczelna biokurier.pl i mamywsieci.pl. Laureatka I nagrody w konkursie…
Z tego artykułu dowiesz się:
Zanim Twoje dziecko powie pierwsze słowo, próbuje Ci coś przekazać tysiące razy. Płaczem, spojrzeniem, uśmiechem, wyciągniętą ręką. Problem w tym, że w pędzie codzienności te momenty najłatwiej przegapić. Anna Szczypczyk, psycholożka i autorka książki „Jak dogadać się z maluchem”, tłumaczy, jak słuchać dziecka, które jeszcze nie mówi, i dlaczego prawdziwa komunikacja zaczyna się dużo wcześniej, niż nam się wydaje.
5 rzeczy, które warto zapamiętać
- Dziecko komunikuje się z otoczeniem na długo przed pierwszymi słowami – płaczem, spojrzeniem, gestem, mimiką.
- Około 11.–12. miesiąca życia potrafi już potwierdzić „tak” skinieniem głowy i pokazać odmowę.
- Trzy główne bariery w komunikacji z małym dzieckiem to pośpiech rodziców, nadmiar zabawek interaktywnych i ekrany (także te włączone w tle).
- Proste pytania typu „chcesz jabłko czy banana?” uczą dziecko sprawczości i budują pewność siebie.
- Kluczem nie jest uczenie dziecka mówić, tylko uważne słuchanie go, zanim zacznie mówić.
Rozmowa, zanim padnie pierwsze słowo
Często czekamy na pierwsze słowa, uznając je za początek komunikacji. Tymczasem dziecko komunikuje się z nami dużo wcześniej. Jak wygląda ta pierwsza, niewerbalna rozmowa?
Anna Szczypczyk*: Jeszcze do lat 70. ubiegłego wieku uważano, że komunikacja z dzieckiem zaczyna się wraz z pierwszymi słowami. Z czasem badania pokazały jednak, że dużo wcześniej pojawiają się zachowania niewerbalne, które również są komunikatami. Co więcej, są one ściśle związane z późniejszym rozwojem mowy. Wiemy dziś, że dzieci, które częściej komunikują się niewerbalnie, zwykle szybciej zaczynają mówić i łatwiej rozwijają język.
Czyli niemowlę, które jeszcze nie mówi, z nami „rozmawia”?
Tak, można tak powiedzieć. Od pierwszych chwil życia mamy partnera do komunikacji, choć na tym etapie to dorosły bierze największą odpowiedzialność za jej przebieg. Niemowlę komunikuje się płaczem, spojrzeniem, mimiką, napięciem ciała czy ruchem. Wysyła sygnały, ale nie ma jeszcze wpływu na to, czy dorosły je zauważy i właściwie odczyta. To nie jest łatwe, bo nie istnieje uniwersalny słownik niemowlęcych zachowań. Każde dziecko trzeba poznać. Uczyć się jego sposobu komunikowania.
Z czasem też możliwości dziecka rosną. Kiedy zaczyna stabilnie siedzieć, swobodniej się poruszać i rozglądać, samo coraz aktywniej inicjuje kontakt. Rozwój ruchowy daje mu nowe możliwości komunikowania się z otoczeniem.
→ Sprawdź, kiedy dziecko zaczyna mówić
Wtedy też łatwiej jest odczytać to, co dziecko chce nam zakomunikować.
Tak, zwłaszcza że dziecko stopniowo odkrywa, że może wpływać na drugą osobę i przekazywać jej swoje intencje. Dlatego też ważne jest, aby rodzic wiedział, kiedy pojawiają się kolejne umiejętności, np. kiedy można oczekiwać, że dziecko potwierdzi coś skinieniem głowy albo pokaże, że czegoś nie chce.
Jeśli rodzic wie, że około 11.–12. miesiąca życia dziecko potrafi już potwierdzić gestem „tak”, będzie naturalnie stwarzał okazje do wykorzystania tej umiejętności. Może zapytać: „Chcesz jabłko?” i chwilę poczekać na reakcję. Dziecko zyskuje wtedy możliwość zakomunikowania swojej decyzji, jeszcze zanim zrobi to słowami. Podobnie jest z odmową. Może pokazać, że czegoś nie chce.
Co to zmienia w codziennym kontakcie z dzieckiem?
To zmienia wszystko. Dzięki takim codziennym sytuacjom komunikacja staje się coraz bardziej partnerska, a dziecko uczy się, że jego sygnały mają znaczenie. O ile nic nie przeszkodzi nam ich zauważyć.
Co nam przeszkadza usłyszeć dziecko
A co stoi na przeszkodzie?
Pośpiech. Żyjemy bardzo szybko. Nawet kiedy jesteśmy z dzieckiem w domu, część naszej uwagi zajmuje telefon, wiadomości, praca czy sprawy, które dzieją się wokół nas. Przyzwyczailiśmy się też do tego, że wszystko ma być natychmiast. Dotyczy to niemal każdej sfery życia, także rodzicielstwa.
Szukamy rozwiązań, które szybko zajmą dziecko albo pozwolą sprawnie przejść do kolejnego punktu dnia. Tymczasem komunikacja z małym dzieckiem wymaga czegoś odwrotnego – zatrzymania się i uważności. Czasem trzeba poczekać, aż dziecko zareaguje. Czy spojrzy, czy wskaże coś palcem, czy pokiwa głową. W codziennym biegu łatwo takie momenty przeoczyć. Przenosimy dziecko z fotelika do wózka, z wózka do samochodu, jedziemy na zajęcia, spotykamy się ze znajomymi. Dziecko ma mnóstwo bodźców i doświadczeń, ale nie zawsze idzie za tym dobra jakość komunikacji. A to właśnie ona jest najważniejsza.
Drugą barierą są zabawki interaktywne i ogólnie nadmiar zabawek. Dorosły schodzi na drugi plan, a dziecko skupia się na bodźcach, co jest naturalne, bo jego uwaga na początku jest mimowolna. Przyciąga ją wszystko, co się rusza, świeci i wydaje dźwięki. Dopiero z czasem dziecko rozwija uwagę dowolną, czyli zdolność świadomego skupienia się na wybranej rzeczy. Jeżeli więc od początku otaczamy dziecko zabawkami, które bez przerwy dostarczają nowych bodźców, ograniczamy przestrzeń do samodzielnego odkrywania. Tymczasem chwila nudy jest potrzebna. Nuda to nie strata czasu, lecz narzędzie rozwoju, które warto dziecku dawać świadomie. To właśnie wtedy dziecko zaczyna eksperymentować, szukać nowych rozwiązań, wymyślać własne sposoby zabawy. Interaktywna zabawka robi to wszystko za nie.
Są jeszcze ekrany.
Na pewno nie przynoszą dziecku korzyści rozwojowych, ale życie bywa różne i czasem telefon czy tablet pomagają przetrwać trudną sytuację. Nie chodzi o to, żeby rodzice mieli z tego powodu poczucie winy. Jeżeli jednak mamy wybór, lepiej z nich nie korzystać.
Zwróciłabym jeszcze uwagę na ekran w tle. W wielu domach telewizor jest włączony, a dziecko teoretycznie go nie ogląda. Bawi się na podłodze, a rodzic gotuje albo ogląda serial. W takich domach, jak pokazują badania, rozmawia się mniej. Jest mniej spontanicznych komentarzy: „Widzę, że bawisz się piłką”, „Zobacz, ptak usiadł na drzewie”, „Podasz mi łyżkę?”. Ekran odbiera przestrzeń na rozmowę.
Mówimy tu o otoczeniu, ale trzeba też pamiętać, że każde dziecko rozwija się indywidualnie, a trudności komunikacyjne mogą wynikać z różnych przyczyn. Czasem dziecko źle się czuje. Jest chore, zmęczone albo coś je boli. W takiej sytuacji jego energia koncentruje się na poradzeniu sobie z dyskomfortem, a nie na nawiązywaniu kontaktu. To naturalne, że będzie wtedy mniej gotowe do komunikacji. Jeśli jednak rodzice mają poczucie, że mimo ich zaangażowania komunikacja z dzieckiem nie rozwija się tak, jak powinna, warto się temu uważnie przyjrzeć. Wcześnie zauważone trudności dają największą szanse na efektywną pomoc dziecku i jego rodzinie.
→ Sprawdź, jakich sygnałów alarmowych w rozwoju mowy nie warto bagatelizować
Jabłko czy banan? Dlaczego wybór to nie drobiazg
Dziecko samo nam podpowiada, o czym chce „rozmawiać”?
Jeśli zauważymy, na co dziecko patrzy, co przyciąga jego uwagę, i nazwiemy właśnie ten przedmiot czy zjawisko, stworzymy najlepsze warunki do rozwoju języka. Dziecko najłatwiej uczy się słów wtedy, gdy odnoszą się do tego, czym w danej chwili samo jest zainteresowane. Nie wtedy, kiedy to my narzucamy mu temat i pokazujemy coś, na co ono wcale nie patrzy. To zresztą był jeden z powodów, dla których napisałam tę książkę.
Kiedy spotykam się z rodzicami i pytam o rozwój dziecka, większość bez problemu powie, kiedy pojawiły się pierwsze kroki albo pierwsze słowa. Dużo trudniej jest im opowiedzieć o tym, jak dziecko komunikuje swoje potrzeby, wybiera, pokazuje, czego chce. Kiedy pytam, czy próbują dawać dziecku takie możliwości, często słyszę: „Nigdy tego nie sprawdzaliśmy”.
Nie chodzi o organizowanie specjalnych zajęć ani kupowanie kolejnych pomocy. W książce pokazuję przede wszystkim, jak wykorzystywać zwykłe, codzienne sytuacje. To właśnie w nich dziecko uczy się najwięcej.
Czy za prostym pytaniem: „chcesz jabłko czy banana?” kryje się coś więcej niż ćwiczenie komunikacji?
Oczywiście. Możliwość wyboru buduje poczucie sprawczości i pewności siebie.
Kiedy małe dziecko wrzuci piłeczkę do pojemnika, dopasuje klocek do sortera albo sięgnie po zabawkę, od razu widać jego radość i satysfakcję. Odkrywa, że potrafi wpływać na otoczenie. Z komunikacją jest podobnie. Jeżeli damy dziecku narzędzia do wyrażania swoich potrzeb, np. możliwość wskazywania, wybierania czy potwierdzania gestem, odkrywa, że jego zachowanie ma znaczenie. Że może coś zakomunikować drugiej osobie i zostać zrozumiane. Ale to wymaga dwóch rzeczy.
Po pierwsze, trzeba stwarzać dziecku okazje do korzystania z tych umiejętności. Pytać: „Chcesz jabłko czy banana?”, czekać na odpowiedź, zachęcać do wskazywania lub wyboru. I po drugie, potrzebny jest uważny dorosły, który te sygnały zauważy i potraktuje dziecko jak partnera w komunikacji.
Badania pokazują, że responsywny, uważny opiekun wspiera nie tylko rozwój mowy, ale także rozwój poznawczy, społeczny i emocjonalny dziecka. To jednak nie oznacza, że rodzic powinien spełniać każdą dziecięcą prośbę. Jeśli dziecko pokazuje, że chce wyjść do ogrodu, a właśnie zaczyna padać, nie musimy się zgodzić. Możemy powiedzieć: „Widzę, że masz ochotę wyjść. Dzisiaj się nie uda, bo pada. Pójdziemy później”. Najważniejsze jest to, żeby dziecko poczuło, że jego komunikat został zauważony i zrozumiany.
Został usłyszany.
Dokładnie o to chodzi. To buduje relację, ale też uczy, do czego służy komunikacja. Nie tylko do proszenia o coś czy zdobywania tego, czego się chce. Również do dzielenia się doświadczeniami.
Małe dzieci bardzo często pokazują rodzicom kamyk, listek czy patyk tylko po to, żeby wspólnie zwrócić na nie uwagę. To także jest komunikacja. W takich chwilach dziecko uczy się, że druga osoba może zainteresować się tym, co jest dla niego ważne.
Spojrzenie, uśmiech, palec wskazujący – narzędzia, którymi dziecko mówi bez słów
Zanim dziecko wypowie pierwsze słowa, pokazuje palcem albo nawiązuje z nami kontakt wzrokowy. To jego narzędzia do rozmowy z nami?
Tak, i są one szalenie ważne. Dzięki nim dziecko nawiązuje kontakt z drugim człowiekiem, podtrzymuje go i dzieli się swoją uwagą. Już pod koniec 1. roku życia patrzy na jakiś przedmiot, potem spogląda na rodzica, jakby sprawdzało, czy on również to zauważył. Albo odwrotnie – widzi, że rodzic spojrzał na zabawkę, i podąża za jego wzrokiem. To właśnie takie naprzemienne kierowanie uwagi między przedmiotem a drugą osobą jest ważnym elementem komunikacji.
Podobnie jest z uśmiechem. Rodzic uśmiecha się do dziecka, a ono odpowiada uśmiechem. Ta wymiana buduje relację i pokazuje, że dziecko wykorzystuje kontakt wzrokowy do interakcji społecznej. Nie pada ani jedno słowo, a mimo to dziecko nawiązuje kontakt, podtrzymuje go i sprawdza naszą reakcję. Wykorzystuje go też po to, by sprawdzić reakcję dorosłego, np. roczne dziecko może wyciągać rękę po przedmiot, jednocześnie spoglądając na rodzica, jakby pytało: „Czy mogę?”, „Czy to jest bezpieczne?”, „Czy się zgadzasz?”. To również jest komunikacja.
A jak interpretować wskazywanie palcem?
Jeszcze przed pierwszymi urodzinami dziecko zwykle wskazuje przedmioty, które chce dostać, dotknąć. Z czasem jednak wskazywanie nabiera bardziej społecznego charakteru. Dziecko pokazuje nie tylko to, czego chce, ale także to, co je zainteresowało. Może wskazać samolot na niebie albo psa na spacerze tylko po to, by zwrócić uwagę rodzica i podzielić się z nim swoim zainteresowaniem.
W takiej sytuacji ważne jest nie tylko samo wskazanie, ale również to, czy dziecko spogląda na dorosłego, jakby sprawdzało: „Widzisz to samo co ja?”. To właśnie połączenie gestu wskazywania z kontaktem wzrokowym jest istotnym elementem komunikacji społecznej. Wspiera ją nie samo mówienie do dziecka, ale rozmawianie z nim. A to ogromna różnica.
Na czym polega?
Kiedy mówimy do dziecka, to dorosły prowadzi całą komunikację. Kiedy z nim rozmawiamy, od początku zostawiamy mu przestrzeń na odpowiedź. Zadajemy pytanie i czekamy. Proponujemy wybór. Obserwujemy reakcję. Dajemy dziecku możliwość wniesienia czegoś do tej wymiany.
Nie chodzi o to, żeby nauczyć dziecko mówić. Chodzi o to, żeby nauczyć się je słyszeć, zanim zacznie mówić.
Dziękuję za rozmowę.
*Anna Szczypczyk – psycholożka, psychoterapeutka dzieci i młodzieży. Założycielka krakowskiego Centrum Rozwoju Dziecka i Rodziny CRESCO.


