W krzywym zwierciadle : jak wychować szczęśliwe dziecko czyli mamafia w natarciu - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
W krzywym zwierciadle : jak wychować szczęśliwe dziecko czyli mamafia w natarciu

Planer na Dobry Rok

W krzywym zwierciadle : jak wychować szczęśliwe dziecko czyli mamafia w natarciu

(…) W bestsellerowej książce ,,Niania w Nowym Yorku” konsultantka do spraw dzieci przepytuje nianię, czy zapisuje ubrania swojego czteroletniego podopiecznego w grafiku strojów. Przecież nie może być tak, że dobrze ułożone dziecko pokaże się na mieście w czymś przypadkowym albo, nie daj Boże, dwa dni pod rząd tak samo ubrane. Sami znaliśmy chłopczyka z podwórka w wieku Pitulka, który niewątpliwie taki grafik miał i zawsze paradował w ślicznych koszulach w paseczki, które Monika błyskawicznie wyceniła na stówkę sztuka, i słomkowych kapeluszach. Prezentował się bardzo pięknie, ale zawsze chodził smutny – może dlatego, że nie mógł przecież w takiej koszuli bawić się z innymi dziećmi? Nasz grafik wyglądał tak: dwadzieścia koszulek Pitulka: dziesięć bardzo brudnych, siedem poplamionych, dwie upstrzone przez gołębie, jedna czysta. Nasze stroje nie były lepsze – dzieci mają swoistą intuicję: ilekroć obleją się czymś albo usmarują, natychmiast padają w ramiona rodzicom, chcąc się z nimi dzielić swoim szczęściem. Tego ranka

stanąłem przed dramatycznym pytaniem: czy włożyć spodnie w bananowe placki, czy może te drugie, w kakaowe zacieki powstałe po tym, jak Pitu rzucił we mnie butelką. Postawiłem na bananowe placki, koszulkę „Cały jestem w soku malinowym” oraz dżinsy ,,Tatusiu, jadłem zupkę pomidorowa”. Ruszyliśmy do piaskownicy. Niestety, Pitu jest dzieckiem fatalnie wychowanym. Co więcej, jest dzieckiem wychowanym fatalnie z pełną premedytacją. A w dodatku zupełnie się tego nie wstydzi i daje zły przykład innym dzieciom, zwłaszcza tym chowanym przez mamafię. Kiedy widzimy mamafię, przygotowujemy się razem z Pitu do niepedagogicznego działania. Mamafię nie jest trudno rozpoznać. Mamafia jest zwykle ubrana w workowatą spódnicę „nie jestem żoną, jestem matką”, przebywa w otoczeniu innych mamafii i zajmuje się mówieniem „nie wolno”. Jasne, każdy rodzic mówi ,,nie wolno”. Nie wolno wsadzać paluszków do kontaktu, wybiegać na ulicę, rzucać kamieniami w pieski. Mamafia jednak mówi „nie wolno” bez ustanku. Nie wolno siadać w piasku, nie wolno wchodzić do kałuży, nie wolno bujać się na gałęzi, nie wolno biegać, nie wolno się gonić i tak dalej nie wolno. mamafia dokłada wszelkich starań, żeby dobrze wychować swoje dziecko i ładnie je ubrać. Oczywiście każde normalne i zdrowe dziecko, kiedy zostaje ładnie ubrane, wykazuje naturalna dążność, żeby wrócić do naturalnego, brudnego stanu. Mamafia robi wszystko, żeby mu to uniemożliwić. mamafia przez cały czas gada do dziecka, więc jej rozpoznanie naprawdę nie jest trudne. Kiedy Pitu pierwszy raz w życiu spotkał mamafię, nie mógł wyjść z podziwu. i Mamafia stała ze swoim synkiem Karolkiem koło placu zabaw. Karolek miał na sobie białe spodenki, koszulkę w paseczki, eleganckie buciki i słomiany kapelusik. Wyglądał, jakby przyjechał prosto z wyścigów w Ascot.
Pitu obejrzał go z pewnym niedowierzaniem. Coś takiego widział do tej pory tylko na filmach.
– Czy on jest prawdziwy? – zdawał się pytać.
– Prawdziwy – potwierdziłem.
Pitu pokontemplował jeszcze przez chwilę to dziwne zjawisko, a potem poszedł się bawić. Muszę wyjaśnić, że Pitu ma słowiańską naturę. Pan Kmicic nie uznawał zabawy za dobrą, jak nie wypito dzbanów gorzałki, nie spalono zagród i nie pogoniono dziewuch. No i Pitu jest niestety kropka w kropkę taki sam. W niezwykły sposób potrafi się błyskawicznie umorusać, po kaskadersku wyskakuje z huśtawek i zjeżdżalni, a czasami podciąga się na linach. No i teraz właśnie uznał, że pokaże te wszystkie sztuczki Karolkowi. Chlup! – Pitu wskoczył do kałuży.
– Pamiętaj, Karolku, że nie można wchodzić do kałuży – mówiła mamafia.
– Grzeczne dzieci nie wchodzą do kałuży.
– A te zadowolone wchodzą – mruknąłem tak niby do siebie.
– Uwielbiamy naszego Karolka – zagadnęła mamafia.
– Naprawdę? – zdziwiłem się.
– My już mamy naszego Pitu dosyć.
– No jak to? – oburzyła się mamafia.
– Dziecko to najlepsze, co mi się zdarzyło w życiu. Dziecko daje tyle radości. Karol! Natychmiast zostaw te patyki.
– Są jeszcze inne rzeczy dające radość – westchnąłem.
– Kino, knajpy, książki.
– Ja mogę z Karolkiem siedzieć bez przerwy – pochwaliła się mamafia.
– Karol, tyle razy ci mówiłam, żebyś nie siadał na ziemi. Natychmiast wstawaj, bo dostaniesz w skórę.
– A nasz daje nam w skórę. Budzi nas o szóstej.
– Och, Karolek też wstaje o szóstej. Dziecko daje tyle szczęścia. Karol, zostaw, do diabła, ten piasek, bo pobrudzisz spodnie.
Pitu spojrzał ze współczuciem na Karola i dalej sypał piasek.
– A my po prostu śpimy dalej – podzieliłem się z mamafią nasza tajemnicą udanego związku.
– Powiedzieliśmy mu, że wstaje o szóstej na własna odpowiedzialność i niech na nas nie liczy. Kuchnia zaczyna pracę o ósmej.
– Och, nie można tak postępować z dzieckiem! – oburzyła się mamafia.
– Karolek wstawał przez rok o trzecie] w nocy i bawiłam się z nim przez dwie godziny.
– Taaa – mruknąłem. – Nasz też próbował. Wytrzymaliśmy trzy tygodnie i dosyć tego dobrego.
– Och, ale był taki słodki. Karol, jak nie przestaniesz sypać piaskiem, to ojciec ci wleje.
Pitu tymczasem sypał piaskiem dookoła, ale głównie na siebie.
– Nie syp piaskiem, bo ja już nie mogę – mówiła mamafia do Karolka.
– Niech pan uważa na synka, posypał sobie piaskiem głowę – zwróciła mi uwagę.
– Trudno, umyje się. – Wzruszyłem ramionami. Mamafia spojrzała na mnie z potępieniem. Kiedy wychodziliśmy z piaskownicy, Karol chciał wejść na zjeżdżalnię, ale został ściągnięty przez mamafię, która dostała ataku strachu, że spadnie i się zabije. Pitu spojrzał na mnie pytająco.
– No tak – potwierdziłem. – Widzisz, synu, bywają rodzice idealni i tu masz przykład. Mama Karolka jest idealna.
– Ja już z tobą nie wytrzymam! – wrzeszczała tymczasem mama Karolka.
– Co z ciebie wyrośnie?! Zostaw tę kałużę! Czy ty myślisz, że ja będę wciąż prała?
– Natomiast my nie mamy ambicji, żeby być idealnymi – wyjaśniłem.
– My jesteśmy tylko dość dobrzy. OK?
– OK – powiedział Pitu z poważną miną i spojrzał na mnie pytająco, bo właśnie zobaczyliśmy obiecująco wyglądającą kałużę.
– OK – powiedziałem. – Ty też nie musisz być dzieckiem idealnym i czystym. Możesz być dzieckiem dość brudnym, jeśli cię to uszczęśliwi. Pitu wskoczył do kałuży i radośnie chlapnął.
– Ale o szóstej i tak nie wstanę, zapomnij! – ostrzegłem go.
– OK – mruknął Pitu.
(…)
Fragment pochodzi z książki Leszka K. Talko „Dziecko dla początkujących”
Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
0
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
(c) 2012-2022 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl