Dobrym rodzicem być ... "Nie" z miłości - Mamywsieci.pl
Teraz czytasz...
Dobrym rodzicem być … „Nie” z miłości

Planer na Dobry Rok

Dobrym rodzicem być … „Nie” z miłości

„(…) Jak postępować z dziećmi w wieku od jednego do pięciu lat? 

Większość dzieci po ukończeniu osiemnastego miesiąca życia potrafi już biegać i całkiem dobrze mówić. Rozumieją dużą część tego, o czym rozmawiają dorośli, i powoli próbują udzielać się w rozmowie. W tym czasie rodzice mogą już wyczuć indywidualność swojego dziecka, a zarazem dowiadują się niejednej nowej rzeczy o sobie. Występują teraz wobec dziecka bardziej jako konkretne osoby niż duchy opiekuńcze zaspokajające jego potrzeby. I należy to dzieciom stopniowo uświadamiać, bo jeśli się tego nie zrobi, będą cały czas oczekiwały wszechstronnej opieki, która była dotąd jedyną znaną im formą miłości. Miłość to nie to samo co obsługa. Skutkiem takiego pomieszania jest zawsze frustracja dorosłych i dzieci. Dziecko, które jest tylko obsługiwane, staje się „zimne” – nie przejawia uczuć, za to żąda coraz więcej usługiwania. A rodziców dopada frustracja, ponieważ duszą się w roli służących. Tak wygląda życie niejednego dziecka w bardzo zamożnych domach. Tylko wtedy przebywają z rodzicami, gdy tym ostatnim akurat to pasuje. Są zdane na bajki w telewizji i opiekunki, przez co uczą się współżyć tylko z ludźmi, którzy im jakoś służą.
Takie dzieci są samotne, nieszczęśliwe i skłonne do wykorzystywania innych. Staje się to coraz powszechniejsze w Europie, ponieważ dzieci już w pierwszym roku życia spędzają wiele godzin w żłobkach lub z opiekunkami. Pedagodzy w tych instytucjach są, ogólnie rzecz biorąc, bardzo kompetentni, ale opieka nad dziećmi to ich zawód, więc chcąc nie chcąc znajdują się w roli kogoś usługującego. To pozbawia dzieci możliwości przebywania z „prawdziwymi” ludźmi, konfrontacji z ich potrzebami i granicami, jakie ustalają wobec innych. W żłobkach i przedszkolach zostaje to zastąpione regułami i ustaleniami. A gdy jeszcze rodzice zaczynają traktować opiekunów i nauczycieli przedszkolnych jako wzór dla siebie – ze względu na ich kompetencje zawodowe – to całkowicie ulega zatarciu różnica między instytucją i rodziną, rodzicem i personelem, pedagogiką i wychowaniem. Prowadzi to często do sytuacji, kiedy małe dzieci nie mają tak naprawdę możliwości doświadczenia równorzędnej relacji opartej na wzajemnym szacunku. Kiedy rodzice próbują naśladować pedagogów, dzieci przeżywają rozczarowanie, ponieważ zależy im na zupełnie innej relacji z rodzicem – na czymś, co jest bardziej osobiste i bliskie. Z tego niezaspokojenia rodzi się później tak wielka potrzeba rozrywki i stymulacji u dzieci. Jedynym środkiem zaradczym jest tutaj wola rodziców, by być tak autentycznym, jak to tylko możliwe. W ten sposób zyskują przestrzeń do bycia dorosłym, a dziecko ma możliwość doświadczenia czegoś takiego, jak potrzeby i granice innej osoby. Jest to nieodzowny element jego kompetencji społecznych. Małe dzieci stale przekraczają granice ustalone przez rodziców, co nie oznacza jednak ani braku szacunku, ani jakiegoś nieokrzesania. Są ciągle targane przez rózne pragnienia i potrzeby, ale jednocześnie zwracają niezwykle dużo uwagi na sygnały, jakie otrzymują od dorosłych. Zachowanie dzieci zmierza zawsze do dwóch celów: zaspokojenia swoich pragnień i poznania rodziców. Chcą wiedzieć, co się rodzicom podoba, a co nie. Co pochwalają, a co potępiają. W co się chętnie angażują, a co odrzucają. W ciągu swoich trzech -czterech lat życia dzieci szukają odpowiedzi na te „pytania, dopóki nie dojdą do punktu, kiedy wiedzą już, co według rodziców jest dobre i złe – czyli gdy przejmą w pewnym sensie ich wartości. Ten proces nauki wymaga przede wszystkim jednoznacznych sygnałów ze strony rodzica i ciągłych powtórzeń. Odpowiedzi: i reakcje muszą być tak jasne, jak to tylko mozliwe. Matka i ojciec powinni także. wykazać się cierpliwością i dać dziecku czas na utrwalenie zdobytej wiedzy. Może to zająć zarówno klika dni, jak i kilka lat.
Im więcej będziemy dzieci łajać i krytykować, tym dłużej będzie to trwało. Nie inaczej jest z dorosłymi: im mniej przyjazne środowisko – gdy dominuje przekaz negatywny i napięcie – tym głupsi się czujemy i dłużej trwa nauczenie się czegoś nowego, jeżeli w ogóle się tego nauczymy.
Dzieci przypominają bardziej badaczy niż uczniów: żeby zdobyć wiedzę, muszą eksperymentować i samodzielnie wyciągać wnioski. Do tego potrzebują zaufania osób, które towarzyszą im w tym procesie. Inną metodą jest wymuszanie na dziecku określonych zachowań za pomocą psychicznej i fizycznej przemocy, ale to uniemożliwi mu nabycie szacunku dla potrzeb i granic innych. W ten sposób nauczy się tylko wątpić w swoją wartość i bać się rodziców oraz sankcji, jakie nakładają.
Kiedy dwulatek zrywa wam po raz trzeci okulary z nosa, powinniście przyjaźnie, ale jednak jasno i zdecydowanie powiedzieć:
Nie, tego nie chcę!
Albo:
Rozumiem, że okulary cię interesują, ale ja tego nie chcę!
Potem trzeba odebrać dziecku okulary.
Kiedy czteroletnia córka przerywa wam w trakcie rozmowy przy stole, mozecie powiedzieć:
Najpierw chcę powiedzieć coś mamie, a potem porozmawiam z tobą.
Są to jasne wypowiedzi, które bardziej zachęcą dzieci do współdziałania niż formalne, pedagogiczne pouczenia z dawnych czasów, typu:
Okulary nie służą do zabawy. Kosztują zbyt wiele.
Nie przerywa się innym!
Mama nie chce, żebyś brała jej okulary.
Tata chce najpierw porozmawiać z mamą.
Mówienie o samym sobie per „tata”, „mama” niesie mało przekonujący przekaz. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby dorośli tak się do siebie zwracali. Na przykład:,,Musisz chwilę poczekać. Tomek nie ma teraz dla ciebie czasu”.
Taki sposób komunikowania się byłby skazany na całkowitą porażkę. Kiedy dzieci znajdują się w wieku, który niesłusznie nazywamy wiekiem przekory, rodzice często czują się zepchnieci do defensywy. Czują, że muszą mówić NIE częściej, niżby chcieli. Przyczyna tego jest dwojaka: po pierwsze, dzieci stają się coraz bardziej samodzielne, a po drugie pojawia się konieczność reagowania na ich zachowanie. Od około drugiego roku zycia dzieci stają się mniej zależne od rodziców, z czego powinniśmy się tylko cieszyć. Nagle mamy więcej czasu dla siebie. Dzieci poruszają się swobodnie po domu, coraz lepiej porozumiewają i oddają swojej pasji odkrywcy: wszystko musi zostać zbadane, sprawdzone i wyjaśnione. Poza tym nalegają, by pewne rzeczy robić samodzielnie, bez pomocy dorosłych, chociaż nie zawsze jeszcze to potrafią. W tej fazie rozwoju dzieci mają dwojakie potrzeby. Dzieci potrzebują informacji zwrotnej W czasie swojego odkrywania świata i musi ona obejmować także indywidualne granice i wartości dorosłych. Dlatego jest bardzo ważne, aby wciąż na nowo mówić NIE w odniesieniu do tych samych rzeczy. Im bardziej osobisty i zdecydowany przekaz rodziców, tym szybciej mały badacz dojdzie do swoich wniosków.
Nie, nie kupię ci dzisiaj słodyczy.
Nie chce, żebyś wyjmowała teraz garnki z szafki.
Nie możesz dzisiaj później się położyć. Miałam ciężki dzień i chciałabym teraz trochę odpocząć.
Chętnie się dowiem, co dzisiaj działo się w przedszkolu, ale opowiesz mi to później. Najpierw chcę się przywitać z tatą i chwilę z nim porozmawiać.
Jeśli zamiast tego nasza wypowiedź będzie krytyczna, obciążona pretensjami lub wypowiedziana w duchu defensywnym, mały badacz dużo później dojdzie do właściwej odpowiedzi.
Posłuchaj skarbie! Rozmawialiśmy już o tym wiele razy, ze nie możesz jeść słodyczy codziennie. Nie będę cię zabierała na zakupy, jeśli tak się zachowujesz!
Kto potem posprząta porozrzucane garnki?
Jeśli nie położysz się spać o właściwej porze, to jutro będziesz niewyspany. Rozmawialiśmy już o tym wiele razy.
Oczywiście, że chętnie się dowiem, co masz mi do powiedzenia o przedszkolu, ale nie sądzisz , ze można by z tym chwile poczekać, aż będę miała dla ciebie czas?
Dzieci należy bezwzględnie wspierać W ich dążeniu do samodzielności i autonomii. Jeśli chcą same zrobić coś, czego jeszcze nie potrafią, można powiedzieć:
Wspaniale! Jestem ciekaw, czy ci się to uda?
Daj znać, jeśli będziesz potrzebował pomocy.
Wyręczając dziecko, możemy zaoszczędzić w danej chwili trochę czasu, ale na dłużą metę jest to czas stracony, ponieważ zapłacimy za niego większym wydatkiem energii i uwagi w przyszłości. Najlepsze, co można zrobić dla swojego dwuletniego dziecka, to uznać ten etap jego rozwoju za prezent, który w perspektywie półtora roku przyniesie nam więcej wolności. Jeśli spojrzymy na to z tej strony, to wiele koniecznych NIE, które przychodzą nam z takim trudem, może wyda się nam łatwiejsze. Ten okres W życiu dziecka przypomina w pewnym sensie wiek nastolatków. Daje mu pierwszą szansę zdobycia własnej przestrzeni i zbudowania bardziej aktywnego, wielostronnego związku z rodzicami – związku, który będzie opierał się na zupełnie nowej podstawie. Opieka nad niemowlęciem przynosi rodzicom dużo radości i zadowolenia, ponieważ w ten sposób mogą czuć się potrzebni i wartościowi. Ale potem równie ważne staje się pokazanie dziecku, że ono też ma wielką wartość dla rodziny. Nie uda się to, jeśli rodzice nie znajdą nowego sposobu – poza troską i opieką nad dzieckiem – aby dowieść sobie swojej własnej wartości.
Nie możemy zapominać – i łudzić się, że jest inaczej – iż dzieci rodzą się dla zaspokojenia naszych własnych potrzeb. Staramy się o nie, ponieważ chcemy kochać i troszczyć się o kogoś – ponieważ chcemy dawać – i jesteśmy na to gotowi, na długo zanim ten ktoś ujrzy światło dzienne. Oczywiście, nie ma w tym nic złego. Musimy tylko pamiętać, że w odniesieniu do osobowości i potrzeb naszych dzieci musimy znaleźć równowagę między zaspokajaniem własnej potrzeby dawania miłości i otwartością na dziecko. Nie wszystko, co robią rodzice, żeby poczuć się potrzebnym, opiekuńczym i kochającym, daje dzieciom poczucie, że są dla rodziców kimś wartościowym. To poczucie narodzi się dopiero, gdy dorosły W sposób wyraźny przyjmie i uzna to, co dziecko ma mu do zaoferowania. Tylko takie uznanie jest W stanie rozwinąć i wzmocnić poczucie -własnej wartości u dziecka. Świat jest pełen rodziców, którzy są tak skupieni na sobie, ze wciąż oskarżają o niewdzięczność własne dzieci. (…)”

fragment pochodzi z książki „NIE” z miłości, autor Jesper Juul, Wydawnictwo MiND, 2011
Jak oceniasz ten tekst?
Dobry
0
No, nie wiem
0
Świetny
0
Uwielbiam
0
Zwariowany
0
(c) 2012-2022 Ekomedia   |   wykonanie: BioBRND.pl